-Freeeeeeeeeeed! - wrzasnęła dziewczyna. Jej twarz przybrała kolor dojrzałego buraka, a białe kosmyki unosiły się i opadały pod szybkim oddechem. Zielonowłosy przystanął i odwrócił głowę. Pytającym spojrzeniem tylko jeszcze bardziej rozjuszył Mirajane.
-Ile razy mam ci powtarzać, żebyś w końcu odłożył ten miecz????????????????????? - wydarła się, a pół Akademii Wróżek zaniosło się echem. Wszyscy uczniowie popatrzyli na nich.
-Mirajane, wiesz że bez niego jestem bezradny, w chwilach grozy, więc... DUŻO!!! - odkrzyknął, uśmiechnął się zawadiacko i odszedł.
-Agchrrrrr! Jakim cudem on ma naszą kronikę i jakim cudem napisał regulamin?! - mruknęła opadając wyczerpana. Lucy poklepała ją po głowie.
-Mira, wczoraj mi mówiłaś, że jest przystojny...
-Wczoraj nie miałam dyżuru - odpowiedziała cicho.
Lekcje się skończyły. Na dworze nadal było 30 stopni. Freed znów był przystojny, a Lucy miała mały kłopot. Różowowłosy kłopot, który smacznie spał na jej ramieniu. Dziewczyna potrząsnęła nim leciutko. Po kilku próbach po prostu go z siebie zrzuciła.
-Lucy! Za co?
-Lekcje się już skończyły, matole, a ja chcę iść do domu! - odburknęła. Wolnym krokiem przemierzyła park.
-Lucy!! - usłyszała za sobą głos niskiej przyjaciółki. Z wielkim bananem na twarzy uściskała ją.
-Levy! Czemu nie byłaś w szkole? - zapytała udawanym wyrzutem.
-Pomagałam mamie w bibliotece - oznajmiła. - Pójdziemy może na basen?
-Jasne! - Szły rozmawiając o wszystkim i o niczym, aż stanęły przed białymi drzwiami mieszkania blondynki.
-Biorę rzeczy i idziemy pływać!
XXXXXXXXXXXXXXXX
Szedł spokojnie ulicą. Było gorąco, za gorąco. W duchu przeklinał decyzję o założeniu glanów. Czarne włosy do połowy pleców dodatkowo go przypiekały. Za zakrętem zostawił Akademie Odwagi i kierował się w stronę zapleśniałego mieszkania. U jego boku leciał czarny kotek.
-Lily, jak myślisz, zdam ten rok? - mruknął.
-Masz 3 pały na 4 możliwe, zdasz - skwitował zwierzak. Weszli do domku. Na podłodze leżały ubrania, talerze, jedzenie a głównie metalowe śrubki, którymi to pożywiał się czarnowłosy. Telefon w jego kieszeni za wibrował.
-Co tam, Juvia? - zapytał niechętnie.
-Mam problem. Przed moją klatką schodową leży nieprzytomny, zakrwawiony chłopak - oznajmił wysoki, damski głos w telefonie.
-Jasne, a co ja mam z tym wspólnego? - zapytał jednocześnie przypominając sobie z kim się dzisiaj bił.
-Juvia chciała wiedzieć, czy masz coś wspólnego - jej ton się zaostrzył. - Ile razy mam ci powtarzać, żebyś już przestał. Wystarczą już te twoje wyścigi. Za dwa dni kończy się szkoła. Wracamy do gildii. Co powiesz mistrzowi!? Juvia nie będzie znowu za ciebie świecić oczami! AAAAAAAAAAA!
-Co się stało?! JUVIA!?
-Ten chłopak to Gray!!
-Skąd on się wziął pod twoją klatką?
-Mieszka w bloku obok, ale kto go tak poharatał? Juvia kończy, musi pomóc Grayowi! - powiedziała. Usłyszał jeszcze tylko postękiwanie i przerażone "paniczu Gray'u!!". Rzucił telefon na łóżko. Za dwa dni gildia, a on znów będzie przerażał niską nastolatkę o niebieskich włosach. Westchnął. I jak tu żyć bez bójek, kiedy wszyscy się go boją? Zresztą czemu się dziwić biorąc pod uwagę, że je metal i ma wściekle czerwone oczy... Zerwał się z łóżka, ze spontanicznym zamiarem wyjścia na basen.
-Lily! - zawołał, a kotek szybko pojawił się u jego boku.
-Masz ochotę na trochę odświeżenia? Gihiiiii
____________________________________
Wiem, że krótko, ale bardzo przepraszam! obiecuje następny dłuższy!! Ale też jutro o 4 rano wyjeżdżam nad może, więc do pon może się następny nie ukazać! Ale będę próbować na telefonie! Comenesai!!! 🌊😓 Do zobaczenia!!!!! A raczej przeczytania!!! :P Mam nadzieję, że ktoś czyta, a jeśli mu się spodobało to proszę o komenty!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz